
|



|

No cóż, tytuł tego "rozdziału" wyszedł mi trochę pokrętny, ale... zobaczymy, na ile zda się taka "zaczepna" taktyka
skierowana głównie do rodzin i bliskich naszych lotników.
Mógłbym równie dobrze napisać: "jako członek rodziny polskiego lotnika, do członków rodzin innych polskich lotników", ale
sami Państwo przyznacie, że już sama konstrukcja tego zdania brzmi... jakoś tak dziwnie i raczej do przeczytania
poniższego specjalnie nie zachęca.
Zatem... tylko na wstępie oficjalnie - do rodzin naszych lotników:

Zwracam się z gorącym apelem o rozpoczęcie własnych poszukiwań, wydobycie na światło dzienne
wspomnień, fotografii, pamiątek po naszych lotnikach, nawet wtedy, gdy wydaje się, że jest tego
tak niewiele! Kto wie? Może u kogoś znajdą się kolejne fotografie? Może ktoś zaglądając do materiałów źródłowych będzie
mógł opowiedzieć coś więcej? Kiedy dany lotnik został przydzielony do dywizjonu, z kim latał w załodze, kiedy
wykonał swój pierwszy lot bojowy? A przecież każdy polski lotnik - bez wyjątku - począwszy od
personelu naziemnego, przez podoficerów, po dowódców eskadr i dywizjonów zasługuje na naszą pamięć.

Czasem wiemy tylko tyle, że "faktycznie ktoś taki był w rodzinie", że służył podczas II wojny w Polskich Siłach
Powietrznych w Anglii, ale nie wiemy nawet dobrze gdzie i co robił. Nie szkodzi! Często poszukiwania zaczyna się właśnie
od tych kilku danych - imienia, nazwiska, imion rodziców (czasem nie znamy nawet daty urodzin).
W ciągu zaledwie kilku miesięcy, możemy uzyskać materiały, które w zupełności wystarczą do napisania przyzwoitej
biografii naszego lotnika. Również tego, który zginął w czasie wojny. Również tego, który po prostu nie wrócił po wojnie
do Polski i nigdy więcej rodzina nie miała już z nimi kontaktu.

Czas? Z własnego doświadczenia wiem, że na pozyskanie pierwszych informacji o "swoim" lotniku, wbrew pozorom, nie
trzeba od razu poświęcać zbyt wiele czasu. Na pewno warto jest skorzystać z pomocy osób, które już coś wiedzą, wiedzą gdzie szukać
a cały czas, który trzeba poświęcić na tym etapie poszukiwań, to czas na napisanie jednego, dwóch maili, wykonanie
może jednego telefonu i wysłanie jednego "tradycyjnego" listu (no cóż, archiwa niekoniecznie muszą posiadać coś
takiego jak e-mail). Koszty? Jak dotychczas moje koszty to głównie cena kilku znaczków pocztowych do Anglii i
opłata za dwa, trzy odpisy z urzędu stanu cywilnego.

Na zakończenie, jako jeszcze jeden argument za tym, "że warto" - fragment wywiadu pochodzący ze "Wspomnień"
jednego z lotników 301. Dywizjonu Bombowego - pilota Mieczysława Stachiewicza:
"(Dziennikarz) - Muszę się przyznać, że niewiele wiedziałem o tej karcie polskiego lotnictwa.
(M. Stachiewicz) - To typowe. Jak mówię, że służyłem w lotnictwie, od razu padają słowa: "Ach tak, Dywizjon 303,
bitwa o Anglię". Między innymi dlatego zdecydowałem się na druk moich wspomnień w "Dzienniku", bo nawet tutejsi
niewiele wiedzą o roli dywizjonów bombowych w II Wojnie Światowej. Myśmy mieli więcej strat niż dywizjony myśliwskie.
Kiedy po pierwszym szkoleniu mój instruktor zapytał gdzie chcę służyć, odpowiedziałem bez wahania, że w
bombowcach. Było już wtedy po bitwie o Anglię, więc jedyny sposób walki z Niemcami był poprzez służbę w bombowcach."
No cóż... nic dodać, nic ująć.

Ze swej strony chciałbym zapewnić, że na niniejszych stronach zawsze znajdzie się miejsce na
publikacje choćby jednego zdjęcia, choćby krótkiej notki biograficznej każdego kolejnego "naszego" lotnika. Ku ich czci i pamięci.
Również na ile tylko będę mógł - służę pomocą w Państwa poszukiwaniach.

Piotr Hodyra

cofnij
|



|
|